4 kwietnia 2020 r., sobota przed Niedzielą Palmową

Małe pro-memoria:

Ponieważ wielu ludzi od nas odeszło, a z pewnością to jeszcze nie koniec, więc chciałam jako pewne pocieszenie podzielić się moimi myślami o niebie: jakiś ksiądz (oczywiście katolicki) powiedział kiedyś, że w niebie będziemy nosić ślady naszych cierpień (ran) zadanych grzechami, ponieważ Pan Jezus Zmartywchwstały zaraz po Zmartwychwstaniu objawiał się z ranami, a i potem w prywatnych uznanych objawieniach pozwalał się rozpoznawać po Swoich Świętych Ranach (w Dłoniach, w Stopach, w Boku). Pomyślałam przed laty, że nie wszystkie rany zostały, np. rany zadane koroną cierniową zniknęły. Może więc będzie z nami różnie, ale możemy sobie wyobrazić jak być może będziemy kiedyś wyglądać w niebie: 1. starość fizyczna może się okazać, że nie zawsze lub rzadko była raną, a często owocem cnót, 2. poprawiona plastycznie uroda może zniknie, a zastąpi ją 'chirurgia plastyczna' niebieska, ponieważ ta pierwsza też mogła być owocem cnoty: owocem zastanawiania się jak pocieszyć siebie i bliźnich, ale 3. starość jako boleść od ukrytej okultystycznie uporczywej terapii może zostać (tę można domniemywać według mnie tylko wtedy, gdy człowiek bardzo ciężko chory nie wykazuje nawet najmniejszych oznak zniecierpliwienia i to przez dłuższy czas) i okazać się kolejną porcją niebieskiej mądrości, tyle że niedostępną, a nawet zaprzepaszczoną dla mądrości świata, ponieważ świat otrzymuje kolejne porcje mądrości, jeśli się o nie stara godziwie!, 4. młodość pewnie zostanie, ponieważ śmierci w młodym wieku mogły być spowodowane cudzym grzechem, a rany społeczne? 5. każde poczęte życie ludzkie, które nawet jeszcze nie wykształciło innej formy, niż kulistą, ale nie było naturalnie poronione, może się okazać w niebie widoczną raną Bożą, więc może niebieską manną, której świat nigdy nie pozna, ponieważ nie umie smakować goryczy, ale w niebie będą nią wyściełane niebieskie chodniki. Ci, którzy już odeszli, odeszli, ale my po nich płaczemy, więc dobrze jest pomyśleć, że może jeśli przy umierających nie mógł być w ostatnich chwilach jego życia na tej ziemi kapłan z wiatykiem, zdołali wzbudzić w sercu doskonały żal za grzechy, i dusze ich są zbawione, a w aktualnej sytuacji ta myśl właśnie jest pocieszeniem dla nas.

Inny temat:

Myślę, że to jest adekwatny temat zastępczy dla odciągnięcia uwagi od wiadomo czego: Żeby nie trzeba było wierzyć w chorobę mojego psa, przedstawiam jego zdjęcie, które mu zrobiłam przed chwilą (przed godz. 11-tą). Nie widać na nim wielkości krwiaka (wczoraj była to forma kulista o średnicy ponad 2cm), ale widać jak się sączy otwarta rana po wczorajszym przekłuciu krwiaka (trzeba było przekłuć, ponieważ krew lała się do gardła). Dziś jest lepiej, niż wczoraj, tylko muszę pilnować, żeby się nie drapał i wycierać to co wycieka (tu się już trochę zużywam, ponieważ od wczoraj mam uczulenie na nitrylowe rękawice, więc całe szczęście, że mam w domu Fenistil i Alantan, bo mogę odrobinę dłonie podleczyć, zanim znów założę takie rękawice), no i oczywiście zmieniać mu bawełniane, wygotowane wyściełanie, w miejscach, w których sobie siedzi lub śpi:

Portret mojego chorego psa

Czy tylko Ojcowie Bernardyni mają w naszym Kościele serce dla psów? Bo jeśli tak, to od dziś będę się modliła tylko za OO. Bernardynów, ponieważ wiele zawdzięczam psom w moim dotychczasowym życiu. To jest pies po championach, ale z krycia wsobnego. Liczyłam się z ciężkimi chorobami, kiedy go kupowałam. Wykrycie w drugim roku jego życia czerniaka przyczyniło się do mojej decyzji, żeby całkiem zrezygnować z planów wystawiania go, ponieważ uznałam, że tak będzie w tej sytuacji lepiej, ale kupowałam go z myślą o chociaż kilku wystawach. Mój pies więc nigdy nie był reproduktorem. Tak wyglądał (nie zrobiony, czyli przed strzyżeniem i czesaniem) w rok po roku, w którym okazało się, że miał czerniaka, którego udało się szczęśliwie dobrze usunąć.

Portret mojego chorego psa jak był młody

Jeszcze inny temat:

Może, ze względu na dzień, czas roku liturgicznego sprzyjający rachunkowi sumienia oraz walkę z pandemią, która domaga się jakiś pocieszeń, wyjaśnię co było dla mnie duchową pożywką dla koncepcji na moje duchowe dzieci: były nią nie tylko wszelkie ogłaszane publicznie (na plakatach) zachęty do „adopcji kapłana”, ale też podobna zachęta do modlitwy za osoby duchowne w Hierarchii Kościelnej (też gdzieś na plakacie przeczytałam kiedyś prośbę o duchową adopcję), co znalazło podatny duchowy grunt w mojej duszy, ponieważ od czerwca 2005 roku modlę się za osoby duchowne. Dlaczego od tamtej daty? Dlatego, że wtedy byłam na rekolekcjach powołaniowych, na których zakończenie uczestniczki losowały kartki z intencjami modlitewnymi na rok (wylosowałam wtedy modlitwę za kapłanów, a jako patrona św. Kazimierza Jagiellończyka), a ponieważ nie ułożyło mi się wtedy tak, jak wtedy rozeznałam, że powinno oraz ponieważ były to moje jedyne rekolekcje powołaniowe w całym moim życiu (rekolekcje zamknięte dla dziewcząt i kobiet, które uważały, że miały powołanie do tego konkretnego zgromadzenia, które organizowało te rekolekcje, na których była możliwość, żeby podjąć decyzję o wstąpieniu do klasztoru), przywiązałam się najmocniej do tej właśnie intencji w mojej modlitwie wstawienniczej, co zaowocowało właśnie tak, a nie inaczej.

3 kwietnia 2020 r.

Przepraszam, ale chyba powinnam to powiedzieć, ponieważ dziś jest w Wielkim Poście piątek, czyli ewidentnie dzień pokuty: jeśli Pan chce bardziej miłosierdzia, niż ofiary, a na pewno tak chce, to post jest ryzykowny o tyle, o ile dusza nie poradziła sobie z rozumieniem darmowości łaski Bożej. Post, który ma sprawić skutek ustąpienia pandemii koronawirusa, nie jest tym samym, co prośba do Wszechmogącego o szybkie i szczęśliwe zakończenie tej pandemii: Proszę Cię o to, Boże, ponieważ Ty na pewno możesz to sprawić; jeśli zechcesz, a nie dlatego, że mam dla ciebie 20 godzin katorżniczego postu na ofiarę/jako datek na zmianę naszej trudnej sytuacji. Raczej więc nie mam, ponieważ w tych warunkach, jakie teraz zaistniały, żyję w dużym stresie, co jest tym gorsze, jeśli tego stresu nie odczuwam, więc tylko Cię proszę, a nie proszę i coś Ci ofiaruję na przebłaganie Twojego gniewu, ponieważ właściwie nie wiem czy się gniewasz, a także dlatego, że właśnie Tobie ufam, jeśli nie bezgranicznie, to przynajmniej najbardziej, właśnie Tobie wierzę, na Tobie na pewno się nie zawiodę, ale nic Ci w zamian nie daję, ponieważ wierzę także w to, że jeśli jesteś Miłością, nie chcesz z nami handlować, ale na pewno chcesz nas przekonywać o Twojej niezmiennej dobroci, bezinteresowności i darmowości Twoich, Boże, łask dla nas, więc raczej zastanowię się już teraz czy na pewno umiem takie wysłuchanie naszych próśb dobrze, czyli bez obrażania Ciebie, przyjąć, niż nad tym ile godzin postu i od jakiego pokarmu sprawi, że mnie wysłuchasz. Jednak przydałoby się jakieś przebłaganie? Dobrze, jeśli będę pamiętać o tym, to dwie godziny nie jedzenia Mentosków, ale jak się ta pandemia szczęśliwie już zakończy.

2 kwietnia 2020 r.

Dziękuję. Sukienkę mam całą, kieszenie przyszyte, w jednej z kieszeni różaniec. Byłam dziś na chwilkę modlitwy w Sanktuarium Świętego Jana Pawła II. Zachorował mi natomiast bardzo mój 11-letni pies (duże ryzyko, że to nawrót czerniaka; oczywiście ja się na tym nie znam, ale dla mnie to jest albo złośliwy przerzut, albo bakteryjne zapalenie czegoś pod okiem, może nawet od zepsutego zęba, ale w zeszłym roku miał usuwane zepsute zęby, więc dlatego myślę, że może być to coś gorszego; zwłaszcza, że typowe plamki czerniaka ma na pewno dwie [na pewno trzeba je usunąć], nietypowego guzka ma jednego na brzuchu, a na łapce też coś ma, co już ma od roku i miałam się tym nie przejmować, ale teraz się powiększyło; trzymam go w domu już trzeci tydzień [siedzimy w domu razem, a ja wychodzę tylko co kilka dni po niezbędne zakupy, ponieważ z moją silną alergią na niektóre leki, lepiej, żebym nie złapała koronawirusa], z czego dwa codziennie wymiotuje [dotąd myślałam, że ze stresu, bo zawsze, jeśli ja bywam w stresie, on wymiotuje, więc chciałam przeczekać te ograniczenia z powodu koronawirusa i dopiero potem iść z nim do lekarza, ale z powodu tego guza pod okiem idę jutro], ale pomaga na to Sylimarol; co to za pies? australian silky terrier), więc ode mnie w tym tygodniu tyle.

Jednak to nie wszystko, ponieważ w moich walkach o ochronę życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci właśnie zazwyczaj atakuje mnie ta precyzyjna tematyczna „amnezja”, ale udało się, że przypomniałam sobie: otrzymałam odpowiedź z Parlamentu Europejskiego na moją petycję, o której wspomniałam na moim blogu (www.blog.malarstwoity.pl/pro-vie.php). Moja petycja ma numer 0919/2019. Zamierzam temat kontynuować, jeśli tylko będę miała na to możliwości, ponieważ na pewno da się go kontynuować. Dodatek dla osób rozeznających różnego typu duchowe niebezpieczeństwa: moje literówki nie są u mnie naturalne, ani związane z wiekiem, ale również są skutkiem ukrytych form przemocy, których przed laty byłam ofiarą. Rzadko jest tak, że nie poprawiam literówek, ponieważ się śpieszę, a najczęściej jest tak, że ich nie poprawiam, ponieważ się śpieszę i ich nie widzę, czyli jeśli tylko je zauważę, a mam na tyle czasu, żeby je poprawić, to je poprawiam. O jaką ukrytą przemoc może chodzić? Myślę, że o tzw. zakładki pamięci lub/i ćwiczenia na szybkie czytanie.

1 kwietnia 2020 r.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Ogromnie dziękuję za duchową modlitewną opiekę, którą otrzymałam wczoraj od osób duchownych (poprosiłam o taką opiekę), ponieważ choć nie pozbierałam się w 100%, a raczej na razie tylko widać to wsparcie, że „przyszło”, to widać je wyraźnie: do mojej nowej sukienki miałam tylko docięte kieszenie, ale nawet nie obrębione, a sukienkę już musiałam uszyć, ponieważ po odmowie welonu, nie miałam sił, żeby szyć zgodnie z potrzebami (1 nowa sukienka na sezon zimowy, 1 nowa sukienka na sezon letni), więc zimową nosiłam starszą 3-ci, a młodszą 2-gi sezon, czyli już nie miałam sukienki na niedziele i święta. Brakowało mi więc sił, żeby te docięte kieszenie zobaczyć bez niechęci (ta niechęć to mały duchowy regres z powodu nieprzyjmowania do serca Pana Jezusa Eucharystycznego z powodu obowiązujących nas ograniczeń [komunia św. duchowa nie jest tym samym]) i wziąć się za ich przyszywanie, ale dzisiaj zobaczyłam je wzrokiem duchowym dobrym (właśnie te kieszenie odbierają dużo ze świeckiej elegancji mojej sukience, a sprawiają, że wygląda na sukienkę codzienną artystyczną, więc mogę w niej próbować dalej wytrzymywać bez welonu) i przypomniałam sobie, że na co dzień noszę w jednej z kieszeni różaniec. Kieszenie udało mi się i obrębić, i przypiąć do sukienki szpilkami, więc jeszcze nie da się w nich nic nosić, ale dla mnie to jest ogromna zmiana na lepsze w tych duchowych warunkach w jakich teraz żyję. Proszę o dalszą taką opiekę, ponieważ tąpnęłam duchowo po sobotniej mojej modlitwie różańcowej (odmówiłam 1 x cały różaniec [4.cz] w intencjach pro-life), żebym się pozbierała do odmawiania, tak jak mi się to udawało przed sobotą, czyli do odmawiania 1 cz. różańca dziennie w całej sukience. Powołanie kontemplacyjne uratowane w stanie kobiet konsekrowanych posługuje modlitwą wstawienniczą (dobrowolnie, czyli nie jest to stanowy obowiązek), więc to jest atakowane u mnie najbardziej, ale nie tylko to.

Chcę też powiedzieć, że to, iż w ogóle zdołałam wziąć się za szycie nowej sukienki prawdopodobnie jest skutkiem zmniejszenia się ilości aborcji w świecie z powodu ograniczeń wprowadzonych w walce z koronawirusem.

Chyba jeszcze powinnam wyjaśnić, że nie uważam życia konsekrowanego za osoby duchowne, a tylko Duchowieństwo (stan kapłański) uważam za osoby duchowne. Piszę o tym, ponieważ czasem w formularzach zapisów przez internet na rekolekcje nie ma opcji do zaznaczenia, że 'życie konsekrowane', a nawet że 'siostra zakonna', ale tylko 'osoba duchowna' i 'osoba świecka', a formularz jest obowiązkowy do wypełnienia przy zapisie. Powinno być do wyboru: 1. osoba duchowna, 2. siostra zakonna/brat zakonny, 3. osoba życia konsekrowanego, 4. osoba świecka, a jeszcze bym dodała 5. tercjarz/oblat.

Najnowsze 'wydarzenie' do rozeznania: 'usłyszałam' przed chwilką (dziś ok. 10-tej rano) w tzw. słyszeniu duchowym 'wariatka', co być może sprawiło, że dwa razy kichnęłam (dość często kicham, ponieważ jestem alergikiem). Może to przypadek. Tak naprawdę nie chodzi o to, czy to mi przeszkadza czy nie, ale skąd to się bierze oraz czemu służy. Nie chodzi też tylko o mnie, ponieważ właśnie tego typu problemy w moim przypadku ustępują i to trwale po modlitwie do św. Michała Archanioła, na którą cały czas mam siły duchowe, ale o to jaka jest skala tego typu oddziaływań, ponieważ moje rozeznanie dało wynik, że to jest oddziaływanie cudze, a nie z mojej rzekomo podświadomości. Moja hipoteza byłaby taka (dziś ok. 12.30 po południu): pewnym owocem mojego rozważania na czym polega nawrócenie w ramach 1 przykazania Dekalogu jest moja czujność, która sprawia, że do wyszukiwarki, żeby się dowiedzieć jak wygląda aktualna sytuacja pandemiczna, wpisuję 'walka z koronawirusem', a nie 'koronawirus', co być może jest słuszne, ale właśnie czasem sprawia duchowe ataki na mnie, które muszę/mogę pokonywać modlitwą. Przez to mam mniejszy dostęp do informacji na ten temat, ale to akurat ochrania moją psychikę (nie otrzymuje pożywki do zamartwiania się).

Drodzy Internauci! Czy już otrzymaliście takiego mms-a? Trzy miejsca siedzące w autobusie, na jednym napisane jest 'Kazimierz', na drugim 'Przerwa', a na trzecim 'Tetmajer'. To prawda, że ta pandemia to tragedia dla wielu z nas, ale poczucie humoru bardzo pomaga ją powstrzymywać, ponieważ śmiech to mniejszy stres, a im mniej stresu, tym mniej ryzyka zachorowania na jakąś infekcję, więc także na koronawirusa. Jeszcze jedno chciałam dziś powiedzieć i to już nie jest żart: Matka Boża Saletyńska zwraca uwagę na konieczność nawrócenia z mówienia brzydko. To naprawdę jest większa siła: nie powiedzieć brzydko, np. jak się człowiek potknie, nie zakląć. Jeśli się powie brzydko, skutek duchowy jest mniej więcej podobny do sytuacji, w której piłkarz ma tylko kopnąć prosto piłkę do bramki przeciwnika, ale nie ma siły na to kopnięcie, więc wygranej nie ma, a była bezproblemowa. Kto ma nawyk, wystarczy, że się stara. Wiadomo, że nie od razu nawyk puści.

Mam nowe informacje odnośnie ochrony przed koronawirusem: po pierwsze wirusy i koronawirusy to nie są najmniejsze mikroorganizmy, jak myślałam do tej pory, ale cząstki białka, które zmieniają w ludzkich organizmach swoją 'postać' na agresywną, więc na to nie pomaga nic co zabija bakterie, ale pomaga to co wiemy już do wielu tygodni, czyli dosłownie mydło (piana), płyny do mycia naczyń, alkohol (min. 65%), woda utleniona, czyli to wszystko, co niszczy tłustą otoczkę tego białka i sprawia jego rozpad, także suche powietrze, promienie słoneczne, wysoka temperatura. Dobrze jest też chronić oczy, czyli nie tylko maski lub półmaski, ale też jakieś okulary (te informacje ktoś mi przeczytał przez telefon). Przed koronawirusem chronią tylko maski i półmaski z oznaczeniem ffp3 (i na pewno jeszcze wyższym, jeśli istnieje). Wirusów i koronawirusów więc się nie zabija, ale poddaje się je destrukturyzacji. Druga rzecz to moje przypuszczenie, że warto wziąć pod uwagę tłustą warstwę na jabłkach i ją nie tylko teraz, ale z nowego nawyku już zawsze usuwać przez sparzenie jabłka wrzątkiem i to dwukrotnie, a teraz jeszcze pewnie dobrze by było je i sparzać dwukrotnie wrzątkiem, i obierać. Tak naprawdę, ponieważ „strzeżonego Pan Bóg strzeże”, można oswoić własny lęk na temat koronawirusa i zalewać wrzątkiem na kilka minut nie tylko jabłka i pomidory, ale także rodzynki, daktyle i wszystko inne, co ma nadaną w celu zabezpieczenia przed psuciem tłustą powłokę, w której teoretycznie też mogą się ukrywać te niebezpieczne dla nas białka.

31 marca 2020 r.

Dzieci! Na zakończenie tego wyjątkowo trudnego miesiąca chciałabym Wam powiedzieć, że choć trzymam się posłuszeństwem Stolicy Apostolskiej, jeśli chodzi o welon (powinnam go mieć, ale nie otrzymałam na to pisemnej zgody), to brak welonu sprawia mi wciąż spore kłopoty, tzn. muszę dzień w dzień więcej się modlić w obronie własnej, więc mniej się mogę modlić za Was, niż chciałabym. Z tego powodu cierpię też duchowo, i zamartwiam się. Czasem dosłownie padam z wyczerpania i zasypiam w sytuacjach, w których powinnam odmówić przynajmniej 1 cz. różańca, ponieważ ta modlitwa te ataki skutecznie blokuje i niesie zawsze jakieś pocieszenie dla osoby modlącej się na różańcu, a inaczej one są jak bicie leżącego, co z kolei sprawia, że odrobinę znów pogarsza mi się pamięć. Mój wygląd jest dla ludzi mylący: długa lniana sukienka, którą noszę wygląda zbyt efektownie bez welonu (wyglądam, jakbym się stroiła, a powinnam wyglądać jak osoba życia konsekrowanego, która osobom niezorientowanym może się wydawać siostrą zakonną [ta sytuacja, w której trwam już ponad dwa lata {wcześniej, chyba 8 lutego 2018 roku} otrzymałam {w odpowiedzi na moją prośbę o zgodę na welon} ustnie zakaz założenia welonu {w moim testowym dla całego stanu kobiet konsekrowanych nowicjacie} z Kurii Metropolitalnej w Krakowie} jest dla mnie nowym doświadczeniem ukrytych form przemocy, które wyglądają na wynikającą z błędów w rozeznawaniu mnie próbę zlaicyzowania mnie, co mogą pomóc zrozumieć tylko siostry klauzurowe, które miały w swoim życiu konsekrowanym doświadczenie wyjścia z klauzury; albo to jest doświadczenie specyficznie moje, może stanu kobiet konsekrowanych; w każdym razie chodzi o doświadczenie {samo odczucie} bicia, odczuwam uderzenia, np. w policzek lub kopniaki, np. w łydki, ale jak mam dłuższą sukienkę, nic mi się w nogi nie dzieje]; świadomie i dobrowolnie, po rozeznaniu mojego powołania do życia konsekrowanego klauzurowego w wieku 44 lat!, po odmowie na furcie zaraz po tym jak powiedziałam ile miałam lat, nie wyjechałam za granicę do innego klasztoru (siostra mi powiedziała, że za granicą może mi się uda, tam zdarza się, że przyjmują starsze kobiety), ale postanowiłam zostać z ludźmi, ale jako życie konsekrowane, więc to co miałam nosić na sobie w stanie kobiet konsekrowanych było już i tak od początku dotkliwym cierpieniem dla mnie, ale bez welonu robicie ze mnie męczennika! Po co?! Mało mamy białych męczenników?! Jeszcze brakuje jakiegoś cierpienia?! Błagam Cię, Jezu Chryste, nasz jedyny Zbawicielu, mój Panie, jeszcze przez internet Cię błagam (także przez internet Cię błagam), daj mi iść w życiu konsekrowanym drogą wyznawców! Nie nadaję się na nic innego, ponieważ mam zbyt słabą wiarę w obliczu cierpienia. Przecież wiesz dlaczego! Amen), ale im jest dłuższa moja sukienka, tym mniej doświadczam tych duchowych ataków, więc znów mi się wydłużyła. Z kolei te ataki są perfidne w ich treści (są jak programowanie umysłu, np. przez skutki NLP, którego nigdy się nie uczyłam, ale przed laty rozmawiałam z ludźmi, którzy tego się uczyli i próbowali mnie do tego zachęcić) i mierzone podprogowo (dotyczą czasem też programowania na zachorowanie na koronawirusa!). Jeśli macie czasem podobne doświadczenie, trzeba je przezwyciężać, ponieważ ono właśnie owocuje potem niezawinioną autodestrukcją (naturalną rozpaczą), której my na pewno nie mamy, ale ktoś lub coś próbuje ją nam robić. Jeśli wiecie na pewno, że Wam te ataki nie zagrażają, bardzo proszę o modlitwy wstawiennicze za wszystkich ludzi, którzy są pro-life, żeby przynajmniej oni nie doświadczali tych ataków.

Poradzimy sobie z tą pandemią.

30 marca 2020 r.

Trzy następne tematy miałabym dla Was nie tylko na dziś:

  1.  dziś rano zgłosiły się do mnie jakieś duchowe porzucone lub osierocone dzieci, z prośbą czy mogłyby zająć miejsce po dzieciach, które kilka lat temu poroniłam. Powiedziały mi, że mają wiek duchowy 15–17 lat, a po tym co przeszły, to się już nigdy nie zmieni, tzn. że odezwały się od strony Bożego Miłosierdzia. W związku z tym mam do Was pytanie: na co zużywacie moją tygodniową modlitwę za Was? Czy tylko na Wasze potrzeby i sprawy, czy także do rozdawania z tego co Wam zbywa, ponieważ jeśli do rozdawania, to dzieci, te nowe, które się zgłosiły, mogłabym adoptować; jednak teraz macie malutkie rodzeństwo, które ma dopiero duchowy roczek, więc ja na pewno nie czuję się na siłach dołożyć sobie więcej modlitwy wstawienniczej za Was, niż modlę się teraz, ale jeśli Wam tej mojej modlitwy na pewno odrobinę zbywa (nie że ujmujecie sobie z tego co Wam potrzeba, ale z tego co i tak już może rozdajecie), mogłybyście się dzielić z tymi nowymi, a ja spróbuję się zastanowić co dalej z tą nową sprawą robić. Bracia Kaneanie i Siostry Kaneanki na pewno przez chwilę byłyby ich rówieśnikami, ale potem byłyby zawsze starsze, bo już niektóre są starsze, ale Serducha i Stokroty mają teraz tylko ok. 10 lat, więc nie wiadomo jak będzie z nimi dalej. Taka jest sytuacja, na pewno nie możemy podjąć na ten temat szybkiej decyzji, tzn. Bracia Kaneanie i Siostry Kaneanki muszą mnie przekonać, że to się da zrobić; dopiero wtedy podejmę decyzję. Pamiętajcie też i o tym, że mama Wasza duchowa żyje w stanie kobiet konsekrowanych, który wymaga jeszcze sporo trudu, więc i cały ten stan nie jest dla Was bez znaczenia, ponieważ może potrzebować jakiegoś czasem Waszego wsparcia, a dzieci (duchowa młodzież) musi mieć w kimś w rodzinie na stałe duchowe oparcie, gdyby trzeba było pomocy. Muszą być pewne, że mają na kogo liczyć, gdyby im coś się nie udawało. W jakim tytule byłaby duchowa opieka Matki Bożej dla dzieci (dla młodzieży), które proszą mnie o duchową adopcję w życiu konsekrowanym? Proszę o modlitwę wstawienniczą w tej sprawie Matkę Bożą Loretańską;
  2.  w związku w Wielkim Postem chciałabym zwrócić Waszą uwagę i namówić Was do czujności na temat dwóch okropnych grzechów, ponieważ one są trudne do rozpoznania w życiu duchowym, ale dotyczą bardzo ciężkiej materii, więc jeśli są popełniane, to z małym udziałem świadomości, jednak czynią ogromne szkody w życiu duchowym: mam na myśli bluźnierstwa i grzechy przeciw Duchowi Świętemu. W pierwszym przypadku chodzi o to, żeby nauczyć się nie obwiniać Pana Boga za doświadczenie zła, co niestety dzieje się czasem w sposób przewrotny w modlitwie dziękczynienia, np. 'dziękuję ci, że mam takie życiowe doświadczenie, że tato mój pił, a potem mnie bił. Dużo się przez to nauczyłem'. To na pewno nie jest dobra modlitwa, ale właśnie grzech bluźnierstwa. Różnica jest subtelna, ale wyraźna. Trzeba więc mówić raczej tak: 'Dziękuję Ci, Boże, że tamten horror już się skończył, że już nie śnią mi się po nim żadne koszmary. Prosiłem Cię o pomoc, a Ty mnie rzeczywiście wysłuchałeś. Kocham Cię, Trójjedyny Boże! Naprawdę szczerze Ci dziękuję, czuję wdzięczność za to, że mi pomogłeś'. W drugim przypadku chodzi o to, żeby co jakiś czas powątpiewać o własnej zgodzie na przyjmowanie łaski Bożej, ponieważ grzech przeciw Duchowi Świętemu polega na tym, że dusza nie chce przyjąć łaski Bożej, odmawia przyjęcia nawet Bożego przebaczenia, przez co Pan Bóg nie może tego grzechu odpuścić. Trzeba więc mówić Panu Bogu w modlitwie, że tak, chcemy otrzymywać łaski Boże, chcemy Bożego przebaczenia, chcemy, żeby nas Duch Święty pocieszał i umacniał, tym bardziej teraz, kiedy może się boimy;
  3.  chciałam Wam jeszcze powiedzieć o synonimie w j. potocznym dla pojęcia 'nihilizmu' oraz co tam wpadło, więc trzeba próbować znów wyciągać. Synonimem tym jest 'tabu' a wpadła tam 'krzywda'.
  4. w takim razie miałabym coś dla tej duchowej młodzieży, która zgłosiła się do adopcji, ale to jest naprawdę trudne. Jednak nie beznadziejne. Miałabym dla Was koncepcję na zgromadzenie kontemplacyjno-czynne wędrowne, habitowe, tylko w Europie, a dokładniej tylko w Unii Europejskiej w obecnym (zgodnym z dzisiejszą datą) jej składzie. Byłybyście wymyślone do posługi, której sami będziecie sobie szukać. Musiałaby być ona zawsze zgodna z Waszymi rzeczywistymi możliwościami, bezinteresowna (nie za darmo, ale nie dla Was) i autentycznie potrzebna ('tym a tym problemem akurat nikt się nie chce zająć'). Potem, jeśli dzieło posługi będzie skończone, trzeba się będzie zbierać, a Wasze nieruchomości sprzedać w taki sposób, żeby Was to nie raniło, i wyruszać do następnej takiej, podobnej lub innej posługi. Mogę Wam podarować wymyślone przeze mnie części różańcowe, od 6 do 10-tej, które nazwałam terapeutycznymi, ale w tej chwili nie czuję się na siłach szukać ich w moich notatkach. Trzeba będzie uzasadnić ich sens dla Was i prosić o zgodę na ich odmawianie dla Was, może tylko dla Was, czyli z tego może Duch Święty da Wam tę część duchowych sił, które dookreślą Wasz charyzmat. Chodzi o trudną posługę, np. o ratowanie, czyli o konserwację zabytków sztuki chrześcijańskiej, ale w taki sposób, żeby im przywracać (może w ich pierwotnej formie, a może w nowej) ich duchowe życie. Te wymyślone przeze mnie terapeutyczne części różańca trzeba będzie potraktować jakby to była jedna dodatkowa tajemnica, w której właśnie ta młodzież się mieści. Można, a nawet trzeba zacząć od zdobycia zawodu, a potem na przykład od ratowania przydrożnych kapliczek lub przydrożnych krzyży. Nie anonimowo. Jeśli ta młodzież przebywa w czyśćcu, ale już nie na tej ziemi, proszę, żeby Pan Jezus zgodził się na ich modlitwę w tej intencji. I to będzie ta adopcja. Na razie nie mam dla nich ani imion, ani strony internetowej, ani więcej modlitwy, ani czasu, ani nawet dość pamięci. Niech ich będzie, jeśli jednak na tej ziemi, najwięcej 100. Nie 100+100, ale 100. Wiek przyjęć na próbę? 35–45 lat. Obowiązki związane z codzienną modlitwą: Jutrznia z Godziną Czytań, Nieszpory, Kompleta, 1 cz. różańca z tych wymyślonych przeze mnie. Codziennie Msza św. to oczywiste, więc tego nie powinnam pisać, ale dla nich obowiązkiem byłoby, że zawsze rano, czyli do godziny 11-tej. Siostry Laetarianki i Bracia Laetarianie. Chyba, że już istnieje takie zgromadzenie, to wtedy nazwy muszę szukać dalej. Jednak pierwszą sprawą dla nas wszystkich pozostaje NIEZMIENNIE temat ratowania życia ludzkiego i godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci, więc jeśli tylko pojawiają się nowe siły na tematy pro-life, wszyscy razem, lub ten kto ma na to duchowe siły, bierze się za tematy pro-life. Wszystko inne w aktualnej kondycji ludzkiego życia trzeba uznawać za duchowy szpital, duchową rehabilitację i/lub duchową rekowalescencję. I to jest oraz musi pozostać charakterystyczne dla całego mojego dzieła. (Dopisek z dn. 4 kwietnia 2020 r.:) Jeden przykład takiej możliwości Waszej posługi: na moim blogu (www.blog.malarstwoity.pl) zamieściłam zdjęcie zabytkowej rzeźby, która znajduje się na fasadzie jednej z kamienic Krakowa. Rzeźba ta nie wygląda już tak dobrze, jak na moim zdjęciu, czyli znów wymaga konserwacji (ale minęło raptem kilka lat). Temat w sam raz na pracę dyplomową na studiach na ASP na Wydziale Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki, tyle że w ramach specjalności konserwacja rzeźby. Patrząc na fotografię mogę powiedzieć, że przypuszczalnie rzeźba ta jest mocno przemalowana. Być może da się sprawdzić czy oryginalnie figury Matki Bożej i Pana Jezusa jeszcze nie miały przypadkiem nimbów. Także oczywiście kolorystyka i zasięg poszczególnych kolorów byłby do ciekawych badań, ponieważ z daleka widać, że na figurze Matki Bożej włosy i welon zostały zamalowane jednolicie białą farbą, a nie jest możliwe, żeby tak było w warstwie pierwotnej. Może to świadczyć o jakiejś próbie laicyzacji tej rzeźby. Dlaczego to jest praca na dyplom? Dlatego, że obiekt ten jest niezwykle interesujący, a w pracy dyplomowej na konserwacji okazuje się najwięcej prawdy.

29 marca 2020 r. (V niedziela Wielkiego Postu)

Mam dla Was coś nietrudnego do zastanowienia się w związku z Wielkim Postem: Czy na pewno możemy mówić modlitwę Ojcze nasz patrząc na obraz Matki Bożej, a jeśli możemy, to dlaczego?

27 marca 2020 r. (piątek)

Cierpienie ma sens, ale jeszcze większy sens ma cnota, natomiast największym ryzykiem obarczona jest wiedza, więc tylko tyle wiedzy można przyswajać, ile cnoty idzie z nią bez trudu. Jeśli cnoty zaczyna brakować, ale przybywa wiedzy, potrzeba natychmiast rachunku sumienia. Jeśli wiedzę podaje niegodziwe cierpienie, cnota na pewno ucieka. W sumie chodzi o 7 cnót: o trzy cnoty Boskie oraz o cztery cnoty kardynalne. Tak trzeba żyć i tak trzeba się uczyć, żeby każda zachowała wolność, a żadna nie uciekała.

26 marca 2020 r.

Pielęgnowanie w sercu współczucia jest prawdziwą duchową pomocą do osób cierpiących. Nie trzeba się bać tej wrażliwości. Poleci z oczu współczującego/współczującej kilka łez, nie szkodzi, a nawet bardzo dobrze, ponieważ takie łzy są potwierdzeniem tego wpółczucia. Przecież „płaczcie raczej nad sobą” nie oznacza tylko 'płaczcie nad sobą, żebyście się wreszcie nawróciły', ale też 'płaczcie nad sobą nawzajem, czyli pocieszajcie się, ponieważ szczęśliwie okazało się, że jeszcze potraficie płakać, bo taka postawa na pewno może być konkretnym wyrazem miłości wzajemnej, bo właśnie taka postawa przyniesie i wam ulgi, i waszym dzieciom, w waszych cierpieniach w czasie, gdy dzieje się coś strasznego i przerażającego, a suche drzewa może jeszcze się zazielenią, może nawet od waszych łez'.

25 marca 2020 r., uroczystość Zwiastowania NMP

Myślę, że w okolicznościach pandemii mogę to powiedzieć w tym miejscu: Na stronie Radia Watykańskiego pojawiła się dzisiaj informacja o tym, że Jego Świątobliwość Ojciec Święty Franciszek udzieli w najbliższy piątek po modlitwie o godz. 18-tej błogosławieństwa Urbi et Orbi. To wyjątkowe błogosławieństwo. Bardzo serdecznie zachęcam, żeby skorzystać z tej precedensowej możliwości umocnienia życia duchowego w tym czasie.

Kochani! Na stronie Archidiecezji Krakowskiej dostępne są informacje o infolinii dla seniorów oraz o tym jakiej pomocy w związku z walką z koronawirusem można, dzwoniąc na podany numer telefonu, oczekiwać. Od kilku dni zastanawiam się czy powinnam w związku z zaistniałą sytuacją różnych ograniczeń zmienić tonację moich stron internetowych na jasną, ale wciąż nie mam przekonania, że to okaże się rzeczywiście wsparciem dla naszej psychiki, a raczej cały czas uważam, że może lepiej jednak zostawić je ciemne, ponieważ jeśli kaplica Matki Bożej Jasnogórskiej jest ciemna, także kaplica Matki Bożej w Altötting, to na pewno da się pomyśleć, że dusza ludzka może czasem nawet potrzebować ciemnych tonacji kolorystycznych i innych kontrastów, niż w tzw. wysokim kluczu (pojęcie branżowe związane z fotografiką). Obiecany adres email już jest uruchomiony i udostępniony w zakładce kontakt.

Jeśli chodzi o wsparcie duchowe kapłańskie, serdecznie polecam na te trudne dni rozważania ks. dra Wojciecha Węgrzyniaka.

23 marca 2020 r.

Dzieci! Po pierwsze nie martwcie się, ale też nie oderwijcie mi się przypadkiem od prawdy o rzeczywistych problemach, a po drugie uwierzcie prawdzie, którą Wam Duch Święty pozwala poznać na modlitwie. Dla moich duchowych Dzieci to jedyna droga do rozpoznawania prawdy o powołaniu, więc kto chce i może, sięga po różaniec, ulubione litanie, brewiarz, „idzie” na Mszę św. przez internet, a kto nie ma na to sił, modli się życiem, czyli wypełniając jak najlepiej swoje codzienne obowiązki, a nie zaniedbując przy tym czasu na odpoczynek, na sen nawet, jeśliby się odezwało przemęczenie. Niedługo uruchomię specjalnie dla Was nowego maila, więc gdyby ktoś chciał do mnie napisać, będzie miał taką możliwość.

Proszę spróbować wziąć pod uwagę hipotezę (moją) na temat jeszcze innej przyczyny zachorowań na koronawirusa, niż sam koronawirus zakażający drogą kropelkową: prawo, które nie jest pro-life, w tych, którzy mogą cokolwiek uczynić, żeby to prawo zmienić, może sprawiać pewną ukrytą autodestrukcję (może ona polegać na zgodzie woli, przy braku pełnej świadomości, na własne zachorowanie, co może sprawić, że mózg rejestruje chorobę, choć jej wcale nie ma, a następnie z koronawirusów, które jak bakterie i inne zazwyczaj niechorobotwórcze wirusy [to samo, jeśli chodzi o komórki rakowe], mamy w organiźmie, ale one nas normalnie nie atakują, tworzy się ten parszywy koronawirus [na przeciwnej zasadzie do tej, która sprawia w nas odporność na zachorowanie]), której nie ma wcale, jeśli sumienie na ten temat mamy na pewno czyste, więc może być prawdziwą pomocą własne zaangażowanie pro-life, ale mówiąc/myśląc pro-life mam na myśli całość ludzkiego życia, czyli nie tylko życie ludzkie zaraz po poczęciu. Uważam, że takie zaangażowanie uwalnia nasze umysły od ataków podprogowych, a przynajmniej czyni nas na tyle na te ataki czujnymi, że jesteśmy w stanie w porę rozpoznać to zagrożenie i się przed nim obronić. Jak się bronić przed tym zagrożeniem, jeśli się nie jest katolikiem? Trzeba spróbować obronić się wolą i rozumem: to co złe odrzucam, wyrzekam się zła, nawet jeśli nie rozumiem jego mechanizmu oddziaływania na mnie, a wybieram to co na pewno i obiektywnie dobre, więc wszelkie autodestruktywne myśli ODRZUCAM, a opowiadam się za życiem, SWOIM i MOICH BLIŹNICH, od poczęcia do naturalnej śmierci, za ludzką godnością, za zdrowiem, także moim i moich bliźnich. W zagrożeniu życia można przyjąć też chrzest, a to na pewno jest najskuteczniejszą pomocą do obrony przed tego typu atakami. Na moim prywatnym blogu przygotowałam w 2019 roku argumenty pro-life (www.blog.malarstwoity.pl/pro-vie.php), których jest bardzo dużo (ponad sto). Warto w zaistniałej sytuacji spróbować je przeczytać, a potem co jakiś czas wracać do nich, ponieważ powinny się okazać pomocą dla zmęczonego umysłu i pomóc/pomagać trzymać się zdala od tego typu podłych ataków. Wszyscy, którzy kiedykolwiek korzystali z różnego typu relaksów (ćwiczeń relaksacyjnych) mogą mieć podatności na tego typu oddziaływania. Jak sobie radzić z tego typu podatnościami? Nie przez afirmacje, ale intelektem, np. kolor fioletowy nie jest kolorem, który ma mnie doprowadzić do psychozy na temat śmierci, ale jest kolorem nawrócenia (różowy kolor w Kościele Rzymskokatolickim jest kolorem radości). Prawdziwym nawróceniem jest zgoda na prawdę o własnym lęku o siebie w sytuacji zagrożenia zachorowaniem na niebezpieczną chorobę. To na pewno duchowy postęp: porzucić własne na ten temat zaprzeczenie, a przyznać się przed samym sobą, że 'tak, boję się zachorować, boję się umrzeć'. Na pewno można przyjąć chrzest z lęku o własne, a nawet z lęku o cudze życie. Prawdą przerażoną (żalem za grzechy niedoskonałym) dusza też dostaje się do nieba.

22 marca 2020 r. (4 niedziela Wielkiego Postu, niedziela laetare)

Skarby! Chciałam Wam powiedzieć, że znów będzie nas więcej. Drugi raz urodziłam nowe zgromadzenie kontemplacyjno-czynne, dwie gałęzie (siostry muleanki, bracia muleanie [nazwa została wzięta od mojego pomysłu na Mulów, czyli na Miasto Uratowanych Ludzi] z mojej pielgrzymki do Gietrzwałdu), które już teraz mają wyraźne cechy powołaniowe i charyzmatyczne: 1. zamiłowanie do 2 tajemnicy radosnej różańca (Nawiedzenie NMP), 2. wiek przyjęć na próbę 35-45 lat (kto się nie załapuje formalnie, a ma to powołanie, pomaga modlitwą z czyśćca, czyli tak samo jak wszystkie moje Dzieci), 3. trzeba mieć obywatelstwo włoskie od co najmniej 5+1 lat i chcieć żyć, pracować, mieszkać (na stałe i dożywotnio) we Włoszech, najlepiej w Piemoncie, czyli tam gdzie potrzeba miłości nie tylko do włoskiej kultury, ale jeszcze bardziej do włoskiej wsi, a w tych ramach, miłości do zajmowania się na stałe uprawą winorośli, 4. z obowiązków modlitewnych, oprócz brewiarza (Jutrznia z Godziną Czytań [nie wolno zmienić na Nieszpory z Godziną Czytań], Nieszpory, Kompleta]), codziennie jedna pełna godzina adoracji Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. To oczywiście nie wszystko, ale padam ze zmęczenia, więc na dzisiaj tyle.

Mogę co najwyżej jeszcze krótko podsumować: Siostry Kaneanki, Bracia Kaneanie mają zamiłowanie do 2 tajemnicy światła różańca (Cud w Kanie Galilajskiej), Serduszkowie i Serduszki mają zamiłowanie do 3 tajemnicy światła różańca (Głoszenie Królestwa Bożego i wzywanie do nawrócenia), Stokroci i Stokrotki mają zamiłowanie do... (proszę poszukać, ta informacja powinna być na tej stronie, a jeśli nie tu, to na Waszej stronie www [https://www.sto.malarstwoity.pl]), a Bracia Muleanie oraz Siostry Muleanki do 2 tajemnicy radosnej różańca (Nawiedzenie NMP). I mogę jeszcze dodać to, co mogę za chwilę zapomnieć, więc byłoby za dużą stratą: chciałabym, żeby Bracia Muleanie opracowali, uzgodnili w 1000% z prawem Kościelnym w Kościele Rzymskokatolickim (i poprosili o formalną akceptację), a następnie wdrożyli i prowadzili seminarium z formacją i wykładami w większości przez internet (ok. 75%) oraz w mniejszości w tzw. realu (ok. 25%), z dwoma językami wykładowymi: j. włoskim i j. angielskim.

Dzieci moje kochane nowe! Urodziłam Was w czasie, gdy na wieży widokowej w Sanktuarium Świętego Jana Pawła II Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie błogosławi Kraków, Archidiecezję, Polskę i cały świat. Módlcie się więc zawsze do św. Jana Pawła II, a do Waszego adoracyjnego obowiązku, z tego właśnie powodu, dodajcie wspaniałomyślnie jeszcze 15 minut, czyli 1 godzina + 15 minut (codziennie). Jak rozeznawać powołanie? Chłopaki idą do seminarium, a potem, jeśli to powołanie przetrwa i się umocni, wracają do mnie; dziewczyny kupują sobie brewiarze 4-tomowe i podejmują modlitwę zgodnie z tym co napisałam powyżej, co powinno (myślę, że po roku, maksymalnie do dwóch lat) umożliwić rozpoznanie z całą pewnością czy chodzi o to powołanie. W tym czasie powinno się pojawić więcej informacji na Wasz temat, przynajmniej w Altanie.

21 marca 2020 r. (trzecia sobota Wielkiego Postu)

Dzieci! Proszę, zapoznajcie się z krótkim artykułem na stronie Radia Watykańskiego o udzielonym przez Jego Świątobliwość Ojca Świętego Franciszka odpuście zupełnym w związku z epidemią koronawirusa. W artykule tym, który można przeczytać wpisując w okno wyszukiwarki lub w pasek adresu wyszukiwarki internetowej adres: https://www.vaticannews.va/pl/watykan/news/2020-03/dekret-penitencjarii-apostolskiej-odpust.html, jest dokładna informacja jakie warunki należy spełnić, żeby móc skorzystać z takiego duchowego dobra. Zmieniłam dziś tło w altanie. Wcześniejsze tło przedstawiało Sanktuarium Świętego Jana Pawła II od strony Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie, teraz – Sanktuarium Świętego Jana Pawła II od strony Góry Borkowskiej, też oczywiście w Krakowie. Zdjęcie zrobiłam dzisiaj, opracowanie graficzne, jak zwykle, moje i odrobinę artystyczne. Na sytuację walki z koronawirusem na górze wieży Sanktuarium znajduje się Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie i relikwia św. Jana Pawła II. Dzieci! Jeśli tylko możecie, w czasie epidemii zostawajcie w Waszych domach! Księża też mają prawo bać się o własne życie! Na pewno można to uwzględnić, ponieważ zadbanie o siebie ochrania psychikę, a to jest potrzebne już teraz, gdyż problemy z psychiką (naturalne po takim stresie) mogą się ujawnić jak już będzie po epidemii, czyli wtedy, kiedy zmniejszy się działanie adrenaliny, więc psychice trzeba dać pokarm ze strony rozumu i ze strony faktów, żeby sobie potem łatwo poradziła: 'Dbałem o siebie, nie przeciążałem się ponad to co na pewno mogę udźwignąć, nawet poddałem się na własne życzenie kwarantannie, jak się zorientowałem, że się bardzo boję o siebie, a także żeby nikogo nie zarazić, a nawet po to, żeby dać taki właśnie przykład ludziom podobnym w tym lęku do mnie, więc moja psychika powinna teraz działać bez zarzutu, a potem, w takiej sytuacji, takiego rzeczywistego zadbania o siebie, mogę to przewidzieć, że powinna dość łatwo się pozbierać'.

Jeszcze to chciałam Wam dziś powiedzieć: uważajcie na intonację tego co mówicie, ponieważ w stresie może być niewyraźna i sprawiać poważne przekłamania znaczeń, np. „widzisz? źle”, jeśli się powie bez odpowiedniej intonacji, zabrzmi „widzisz źle”.

20 marca 2020 r.

Dzieci! Czy na pewno dobrze rozumiecie nawrócenie? Że to nie jest Wasze własne postanowienie, praca nad sobą i tyle, ale że to jest Wasza osobista zgoda na pomoc Bożą w Waszym duchowym życiu, a zaraz potem prośba o tę pomoc, a czasem nawet wołanie do Boga o ratunek, przyznanie się przed Bogiem, że coś się nie udaje, np. ktoś postanawia codziennie pomodlić się Drogą Krzyżową, ale udało się raz, a potem już nie. Czy nawrócenie dotyczy tego, że to się nie udało? Nie! Nawrócenie dotyczy tego, czy ten ktoś poprosił o to, żeby to się udało Pana Boga, a potem refleksji czy to postanowienie na pewno było zgodne z wolą Bożą.

15 marca 2020 r.

Dzieci! Krótkie pytanie kontrolne: Dlaczego nie można kiełkować na kiełki nasion z torebek z nasionami przeznaczonymi do wysiewu?

13 marca 2020 r.

To są moje własne przemyślenia na temat jak się bronić przed koronawirusem: 1. stres jest niebezpiecznym przeciwnikiem nie tylko dla zdrowia naszych serc, ale także ze względu na zakażenia bakteryjne i wirusowe, więc przypuszczalnie także koronawirusowe (o tym, że stres jest niebezpiecznym przeciwnikiem także z tego powodu możemy przypuszczać z przyczyn zachorowań na sepsę [jeśli organizm jest silnie zestresowany, robi się podatny na zachorowanie na sepsę]), trzeba więc w tych ograniczeniach, które są wprowadzane ze względów epidemiologicznych, znajdować dla siebie takie zajęcia, które na pewno na osobę, które je dla siebie znajdują, działają odstresowująco, czyli może to być właśnie pozostanie w domu w czasie, kiedy to jest zalecane przez osoby, które mają prawo i obowiązek dawać takie zalecenia, o czym wiadomo; 2. na psychozy (adekwatne do sytuacji), które ustępują w wyraźny sposób po osobiście odmówionej modlitwie różańcowej, najlepiej sięgać po modlitwę różańcową, ale jeśli to nie pomaga, to wiadomo: potrzeba wsparcia psychoterapeutycznego; 3. może się zdarzyć, że osoby ze skłonnością do somatyzacji dostaną prawdziwej gorączki, a następnie zsomatyzują całe przeziębienie (przeziębienia nerwicowe). Jeśli nie dadzą sobie odrobiny czasu na wyraźniejszy obraz przyczyn tej gorączki, ale za to natychmiast pojadą do lekarza, znajdą się w grupie najwyższego ryzyka, ponieważ pojadą tam, gdzie na pewno są też ludzie z koronawirusem, więc trzeba się właśnie odstresować (poczytać książki, najlepiej biografie o świętych, czyli hagiografie, ponieważ w tych biografiach ich bohaterowie na pewno okazali się zwycięzcami w ich bardzo dużych życiowych tarapatach) i chwilkę poczekać (choćby jeden dzień), i dopiero potem zadzwonić do Sanepidu lub tam, gdzie wiadomo, że należy zgłaszać takie u siebie podejrzenie (osobiście mam też taką myśl w temacie tzw. somatyzacji: somatyzacje nie są somatyzacjami, ale prawdziwym objawem prawdziwej infekcji z powodu drobnoustrojów [znanych albo nie odkrytych] pokonywanych przez siły odpornościowe organizmu, więc jeśli ktoś somatyzuje, może lepiej żeby tego nie lekceważył tak zupełnie, czyli właśnie może np. żeby zrobił sobie dzień wolny od wychodzenia z domu, żeby zobaczyć jak taka somatyzacja dalej się będzie 'zachowywać'; jeśli wszyscy mamy jakieś koronawirusy, ale one normalnie nie są chorobotwórcze, to może one dają właśnie te tzw. somatyzacje, a atakują nas tylko w sytuacji potwornego stresu, a tym stresem w skali globalnej może być akurat dokładnie to: skutek przerywania ciąż [boimy się tak jak boją się zwierzęta przed burzą czy huraganem, ale nie mamy sposobu na ucieczkę, ponieważ nie wiemy co nas goni, a także czy faktycznie nas coś goni, ale instynt samozachowawczy 'rejestruje' niepokój, który jeśli trwa wiele dziesiąt lat, coś nam na pewno robi]); 4. choć osobiście bardzo zachęcam do tworzenia prywatnych stron internetowych, czyli tak jak kiedyś było bardzo modne, do pisania blogów, to teraz, czyli w okresie silnego ogólnoświatowego stresu, uważam że dobrze jest tworzyć takie blogi, tylko i wyłącznie wtedy, gdy wcześniej już było takie zamierzenie. Wcześniej, czyli w tzw. normalnych warunkach. To jest o tyle istotne, że niektórzy w silnym stresie mówią dużo więcej, niżby rzeczywiście chcieli powiedzieć, więc żeby się przed tym ochronić, lepiej tu nie ulec; 5. osoby znerwicowane, które nauczyły się odstresowywać przez np. obgryzanie paznokci, powinny moim zdaniem, zadbać dla siebie o taki luksus, czyli żeby była możliwość je sobie trochę bezkarnie poobgryzać. Dlatego, że w silnym stresie właśnie to jest – że tak powiem – adekwatnym do sytuacji relaksem, że nie musimy myśleć co by mogło nas odstresować, jeśli mamy w zanadrzu takie „niedojrzałe”, ale na pewno nieszkodliwe sposoby (jedyne co to brak kultury), czyli paznokcie do spirytusu, a jak wyschną, to je obgryzamy, jeśli dotąd zawsze je obryzaliśmy; 6. jeszcze alergie: osoby, które są alergikami mogą na uczulające ich pyłki reagować lekką gorączką oraz lekkim bólem gardła, a przy silnym alergenie (niektóre leki są alergenami) nawet utratą przytomności (np. z powodu jakiegoś niewidocznego obrzęku)!; 7. osoby ze słabszą pamięcią w sytuacji stresu i konieczności zapamiętywania dużej ilości nowych informacji, mogą sobie odrobinę pomóc w profilaktyce (w przeciwdziałaniu) dezorientacji, robiąc porządki i podpisując rzeczy najważniejszego użytku (kartka, flamaster, taśma lepiąca), ponieważ trzeba zwolnić pamięć z niepotrzebnego balastu, żeby podołała trudniejszym okolicznościom (ma pomagać np. w zgodnym z instruktażem myciu rąk). Najważniejsze jest w tych problemach (mam na myśli problemy z pamięcią) zabezpieczyć siebie właśnie przed dezorientacją, a następnie przed lękiem przed dezorientacją, czemu służy właśnie np. takie, jak zaproponowałam, przygotowanie. Do tego warto mieć herbatkę z melisy i/lub rumianku (znajdujące się w miejscu oczywistym [w miejscu, do którego jesteśmy w kuchni przyzwyczajeni] podpisane czytelnie na przykład „moja melisa, czyli herbatka na uspokojenie moich lęków”), ponieważ one działają łagodnie uspokajająco; 8. jako prawie konkluzja, żart: kto uważa, że jego własny lęk atakuje go z zewnątrz, niech odrazu idzie do psychiatry; 9. proszę pamiętać, że dla nas, katolików, w sytuacjach stresowych jeszcze ważniejsze, niż na co dzień jest to, że „prawda nas wyzwala”, więc lgniemy do prawdy, a w sytuacjach krytycznych pomaga nam nauczanie św. Jana Pawła II na temat, jak sobie radzić, gdy powiedzenie tzw. prawdy oznacza wydanie kogoś jego zabójcom (jak to miało miejsce w czasie II wojny światowej), ale nie kłamiemy. Inaczej jest w niektórych, albo we wszystkich (tego nie sposób wiedzieć), duchowościach niechrześcijańskich, a podobno na pewno w duchowościach Dalekiego Wschodu, w których kłamstwo nie jest odrzucane, ale jest używane jako element gry, np. gry biznesowej. Trzeba/warto zdawać sobie z tego sprawę w relacjach, w dobie pandemii; 10. na koniec coś na odciągnięcie uwagi od koronawirusa: zobaczcie, dziewczyny, jakie świetne buty ma św. Tomasz Apostoł na herbie Zamościa!

11 marca 2020 r.

W związku z epidemią koronawirusa wszystkie moje duchowe dzieci proszę, żeby zajrzały do duchowej apteki na stronie stanu kobiet konsekrowanych.

Wielki Post: 27 lutego 2020 r.

Takie jedzenie każdy i każda z Was może sobie robić nie tylko w czasie większego ryzyka zachorowania na jakąś infekcję (uwaga na alergeny, jeśli ktoś musi na to uważać): 1 cz. mąki pszennej krupczatki, 1/2 cz. mąki orkiszowej pełnoziarnistej, 1/2 cz. mąki z niebieskiej kukurydzy, oliwa z oliwek (z pierwszego tłoczenia), na wyczucie ilość jakiejś pasty warzywnej (można kupić w słoiczkach), do tego trochę sera chudego (bez laktozy), jedna mała lub średnia cebula fioletowa posiekana bardzo drobno, oliwa z oliwek (najlepiej z pierwszego tłoczenia na zimno), sól, pieprz, zioła wg własnego uznania i smaku. Ciasto zagnieść z mąki, oliwy, odrobiny soli i ciepłej wody. Ma być takie, żeby można było rozwałkować placki na średnią lub dużą patelnię. Usmażyć placki (na patelni beztłuszczowej oczywiście). Można nawet na jeszcze ciepłe nakładać pastę zrobioną z pozostałych składników (trzeba je tylko dobrze wymieszać). Zjadać nawet codziennie. Proporcje według uznania. Kto się nie odchudza, może dać więcej oliwy. Kto się odchudza, może dać mniej krupczatki, a więcej mąki pełnoziarnistej itd. Najważniejsza w tym przepisie jest cebula, więc kto nie może inaczej, kupuje dużo cebuli i wcina surową cebulę, chociaż na chlebie, bo cebula obciąża wątrobę. Codziennie właśnie!