O mnie

Zobacz jak wygląda twarz osoby ze wstrząsem anafilaktycznym!

14 kwietnia 2020 r., wtorek w oktawie Zmartwychwstania Pańskiego

Uprzejmie informuję, że oczywiście chodzę nadal z odkrytą głową, ponieważ nie było moim zamiarem kwestionować odmowę Kościoła dla mnie nakrycia głowy, ale tylko pocieszyć Internautów, a raczej zająć uwagę jeszcze innym tematem, niż pandemia i oczywiście święta Wielkanocne, ponieważ pomyślałam, że może istnieje jeszcze i taka grupa osób, która potrzebuje, żeby odrobinę odpocząć od zarazy, czyli właśnie jeszcze jakiegoś innego tematu, który może zdoła odciągnąć uwagę od tego co nas zajęło w tak dużej skali. Jeśli ktoś się poczuł urażony tym, że zajęłam uwagę sobą, a nawet swoim wizerunkiem, przepraszam. Nie chciałam nikogo urazić. Raczej chciałam powiedzieć coś więcej o stanie kobiet konsekrowanych.

9 kwietnia 2020 r., Wielki Czwartek

Jeśli miałabym powiedzieć jakie jest moje duchowe usytuowanie w życiu konsekrowanym (ale nie chodzi tu o żadną nazwę, tylko o moją osobistą duchowość, którą rozeznałam dużo wcześniej, niż dzisiaj), powiedziałabym, że córka Matki Bożej, natomiast w relacji do Pana Jezusa najważniejsze (w tym sensie, że czerpię najwięcej duchowych sił do życia na co dzień) są dla mnie wezwania litanii do Najświętszego Imienia Jezus. Warto zauważać, a potem pamiętać, że powołanie (prawdziwe) nie wyjaśnia się w 100%, ale w stopniu wystarczającym, żeby na bieżąco je dobrze przeżywać, być w stanie w wolności podejmować niezbędne decyzje i z powołania jednak nie zrezygnować, ale niestety różnego typu przeciwności na drodze życia duchowego zaciemniają tę prawdę, więc nie zawsze to jest takie proste. Wtedy potrzeba modlitwy różańcowej. Już to gdzieś napisałam, ale powtórzę, ponieważ podobnie może być u osób, które mnie próbują rozeznawać: nie ma prawdy o takim uratowanym powołaniu bez modlitwy!, a sprawa dotyczy TYLKO kobiet, które nie zdołały na czas rozpoznać swojego powołania, lub osoby rozeznające nie zdołały tego rozpoznać, albo jeszcze wydarzyły się jakieś tzw. przeciwności losu, czyli sytuacje, w których było dopiero początkowe rozeznanie powołania, ale nie można było w tym rozeznawaniu iść dalej, ponieważ, trzeba było zająć się jakimś dziełem pomocowym, np. ktoś zachorował i potrzebował opieki, albo samo powołanie zachorowało, np. na alergię lub na dyskopatię, więc musiało się zająć tym, a nie dalszym rozeznawaniem powołania; jeszcze mogły się wydarzyć właśnie jakieś prześladowania, które polegały na podaniu fałszywych informacji na ten temat, albo na oczernieniu klasztoru klauzurowego, do którego było powołanie, bywa, że i ksiądz na spowiedzi powie, że jak tyle a tyle ma lat kobieta żyjąca w świecie, to na pewno nie ma powołania, ale inny (podczas spowiedzi za miesiąc) powie, że powinna trwać w swoich ślubach itd. Tylko wtedy takie biedne powołanie ma szansę przeżyć w świecie tyle lat. Tak mam (od wielu lat) poukładaną hierarchię wartości powołaniowych: najpierw 1. sprawy ogólnoludzkie, czyli moje pro-life, może małżeństwo sakramentalne (nie wyszło, ponieważ, np. nie spotkałam nikogo, choć chciałam, do 35-go roku życia), dzieci (nie wyszło, ponieważ przykładowo w moim związku [akurat był to związek niesakramentalny, ale to nie ma w tym kontekście aż takiego znaczenia], okazało się, że właśnie ja jestem bezpłodna, a NIE MA MOWY, żebym się zgodziła na in vitro, ponieważ naprawdę mam dobrze poukładane sprawy pro-life, może więc życie samotne i praca naukowa (może to nie jest przeszkoda do pomyślenia o może powołaniu do życia zakonnego konsekrowanego); jeśli tu jest z mojej strony zrobione wszystko co tylko się dało, wtedy w takim razie: 2. sprawy związane z miłosierdziem Bożym, ponieważ to jak podejdę do tych właśnie spraw przesądza o moim zbawieniu; ale jeśli i tu jest z mojej strony wszystko zrobione co tylko się dało, ponieważ otrzymałam np. głupią odmowę, czyli nie był z kim w tym a tym czasie gadać o poważnych powołaniowych sprawach, albo ktoś właśnie ciężko zachorował i trzeba było wszystkie inne sprawy odłożyć znów na jakiś czas, dopiero wtedy: 3. w takim razie, Duchu Święty, co to ma być tak na pewno?, bo może ja się dotąd tylko myliłam, ponieważ nie za dobrze się starałam Ciebie usłyszeć, albo może się nie myliłam, tylko tyle mnie pokopało różnych przeciwności, że tylko tyle wyszło, więc znów Cię proszę o pomoc w rozeznawaniu dalszych lat mojego duchowego życia. Takie trzy etapy: albo uda się na pierwszym, albo na drugim, albo dopiero na trzecim. 'To może ja się nauczę zawodu pielęgniarki, bo to się tak czy siak przyda, a wygląda na to, że to etap 1 i 2, więc byłyby odrazu dwa z głowy, a za pięć lat znów poszukam tej zwariowanej altany, może jeszcze będzie'.

Autoportret w Wielki Czwartek 2020, fot. RK

8 kwietnia 2020 r., środa w Wielkim Tygodniu

Dziś wyszło coś takiego, jak widać na zdjęciu poniżej, ponieważ nagle znalazłam tamtą białą opaskę sprzed kilku lat. Czuję się na siłach na tym zdjęciu zaakceptować siebie grubą, co było wcześniej w ogóle nie do pomyślenia, ale oczywiście wciąż chciałabym, a nawet powinnam schudnąć (z przybieraniem na wadze, na skutek masakrycznego odczucia głodu, walczę od wstrząsu analifaktycznego w 2013 roku; mam tylko taki sukces, że od marca zeszłego roku przytyłam tylko jeden kilogram, a nie następne 10). Może to uratowanie, które daje inną jakość duchową, niż było nierozpoznane na czas powołanie pierwotne, faktycznie sprawia zróżnicowanie w nakryciach głowy, co być może z pomocą łaski Bożej wyjaśnia się dopiero w junioracie i to od 2-go roku, czyli może się za chwilę wyjaśni w 100% i to 'samo', więc zdołam napisać i to jak ma być, bo dotąd tak właśnie się wszystko w stanie kobiet konsekrowanych wyjaśniało. Poproszę znów o zgodę na welon, jeśli będę pewna jego formy dla mnie. Teraz tempo zmian jest zawrotne, więc na pewno nie mam o co prosić.

Autoportret w Wielką Środę 2020, fot. RK

7 kwietnia 2020 r., wtorek w Wielkim Tygodniu

Zdrowaś Mario... (zachęta...): Jak jawnie, to jawnie (c.d.): chętnie dziś rano sięgnęłam po moje 'cokolwiek', udało mi się obrębić (ręcznie) krawędź tkaniny z przodu, wczorajsze spięcie już się nie trzyma. To nie jest to co ma być. Czego nie wiem w tym momencie? Nie wiem czy szukam formy welonu ('czegokolwiek' na głowę) dla wszystkich uratowanych w stanie kobiet konsekrowanych powołań kontemplacyjnych, czy formy nakrycia głowy tylko dla siebie, ale do dziś byłam w 100% pewna, że znalazłam formę welonu dla wszystkich takich uratowanych powołań, czyli można powiedzieć, że ta dotychczasowa pewność właśnie poleciała. Ale coś mi przyszło na myśl, co może byłoby do wzięcia pod uwagę, a w ogóle nie nadawało się do pomyślenia jeszcze nawet wczoraj: gdyby się okazało, że byłoby więcej takich ratunkowych tratw, jak udało się już przygotować kilka dla ratowania takich powołań, może 'cokolwiek' na głowę mogłoby być nie jednolite, ale zróżnicowane, oczywiście w pewnych stałych ramach: tylko 100% naturalnego lnu, do tego pod 'cokolwiek' jakieś dodatkowe 'coś' białego (wtedy tylko 100% białej bawełny) lub też z lnu lub jednolitej bawełny (albo tkanej jednolicie [bez wzorów], ale tylko z dodatkiem nitki bawełnianej białej) w innym kolorze, ale wszystko inne jak w junioracie konkretnego uratowanego powołania kontemplacyjnego się okaże, i to już byłoby na stałe, ale tylko dla tego konkretnego uratowanego powołania. Może to jest lepsze. A może jeszcze bardziej powinnam to 'puścić'?

Autoportret w Wielki Wtorek 2020, fot. RK

Dodatkowo:

Absolutnie nie zgadzam się, żeby moje duchowe Dzieci przychodzące ze stanu świeckiego rozpoczynały próbę (zostawały przyjęte na próbę) bez prywatnego ślubu czystości złożonego przed ukończeniem 40-tu lat, także wtedy się nie zgadzam, jeśli potem poprosiły o zwolnienie z tego ślubu, czyli sytuacje w typie: „Faktycznie złożyłam taki ślub, ale po dwóch latach poprosiłam o zwolnienie, czyli startuję z dwuletnim stażem” czynią niemożliwym podjęcie naszej próby.

Poniżej zdjęcia z moich wcześniejszych prób odnalezienia mojej prawdziwej duchowej tożsamości: najpierw zdjęcie z 2013 roku (można powiedzieć, że było to pierwsze 'cokolwiek'), potem dwa z 2015 (pierwsze: nie było najmniejszych szans, żebym wytrzymała w welonie i bez lekkiego makijażu, drugie: wkleiłam także to zdjęcie, ponieważ dobrze na nim widać domniemywaną przeze mnie duchowość uratowanego w stanie kobiet konsekrowanych powołania kontemplacyjno-czynnego), następnie z 2017, ale pomiędzy nimi wstawiłam zdjęcie z mojego wstrząsu anafilaktycznego w lutym 2013 roku, który to wstrząs skończył się przyjazdem pogotowia (wstrząs anafilaktyczny jest bezpośrednim zagrożeniem życia) oraz kilkoma godzinami spędzonymi na pogotowiu za zachętą lekarzy pogotowia, jeszcze poniżej – welon, na który nie prosiłam o zgodę (ten szaroniebieski), a następnie welon, na który poprosiłam o zgodę (i o błogosławieństwo, ponieważ w stanie kobiet konsekrowanych musi być zgoda na welon i welon musi być pobłogosławiony; odmowa welonu jest jakby czerwoną kartką dla ratowanego powołania i właściwie wskazaniem takiej kobiecie drzwi wyjściowych, a brak błogosławieństwa ewidentną hańbą dla kobiety, która otrzymała taką odmowę i to na piśmie, więc muszę się znów jakoś pozbierać z tych odmów i znów zapytać o co chodzi w moim przypadku!, ponieważ choć już pytałam, nie otrzymałam żadnej odpowiedzi, ale odmowę tak, otrzymałam!), czyli uważałam w 2017 roku za ten właściwy, ale zgody nie otrzymałam, czyli to jest właśnie 'welon bez zgody' (jedyne co było w nim wtedy może źle, to tyle, że nie był z tkaniny pranej razem i równo z sukienką). Proszę się nie martwić, już zdjęłam to 'cokolwiek' z głowy, a jeśli uznam, że pamięć znów mi się sypie z tego powodu, że nie mogę nosić czegoś na głowie, choć na pewno powinnam, zwolnię się z tych ślubów i odejdę ze stanu kobiet konsekrowanych, a wtedy pozostanie już tylko jeden wspólny temat: temat moich praw autorskich do całej koncepcji nowych proponowanych przeze mnie form życia konsekrowanego. Teraz nie czas tego rozstrząsać, a ja nie mam się kogo poradzić co robić (ratować pamięć i dać na chwilę coś na głowę, czy ratować swoje powołanie i tracić pamięć), więc tylko się wyżalam, ale może za chwilę będzie się dało wrócić do tych tematów i jakoś nie wchodzić sobie nawzajem w duchową drogę w życiu konsekrowanych, jeśli takie jest życzenie Kościoła wobec mnie, bo już nie wiem jak te decyzje inaczej interpretować.

Napisałam te żale, żeby było wiadomo, że trud mój ogromny, zaangażowanie wielkie i przez wiele już lat, ale nikt tu na nic nie może liczyć, ponieważ nie tylko nic nie zdołałam 'załatwić', ale i szans na 'załatwienie' w zasadzie nie ma, oprócz modlitwy właśnie. Patrząc natomiast po ludzku, można powiedzieć, że jedyne co jeszcze zostało, to dowiedzieć się o co właściwie chodzi, no i coś do poczytania, oczywiście na tej stronie za darmo, oczywiście gdyby ktoś chciał. Bez komunii św. eucharystycznej ja się sypię, więc to co dziś tu powypisywałam jest skutkiem tego siedzenia w domu właśnie, ale żeby to zrozumieć, potrzeba wiary.

Ale, oprócz życzeń na święta Zmartwychwstania Pańskiego 2020, jeden pożytek z tej www by był: przynajmniej można zobaczyć jak wygląda wstrząs anafilaktyczny na zdjęciu. Do tego non stop kaszlałam i nie mogłam złapać oddechu. Nie chodzi mi o to, żeby jeszcze to powiedzieć o sobie, ale żeby coraz więcej ludzi chociaż próbowało zdawać sobie sprawę czym są ciężkie uczulenia, czyli ciężkie formy alergii, albo zatruć. Tego na razie nie wiadomo.

Autoportret 2013, fot. RK

Autoportret 2015, fot. RK

Autoportret 2015 (bez welonu), fot. RK

moje uczulenie w lutym 2103 (wstrząs analifaktyczny po zjedzeniu orzechów laskowych), fot. RK

W związku z walką z koronawirusem miałabym jeszcze do zaoferowania mój intuicyjny pomysł na wykonywanie rutynowe wszystkim pacjentom badania IgE całkowitego w celu ustalenia czy to przypadkiem nie alergik, ponieważ jeśli alergik, to jeśli otrzyma alergen, może człowiek się udusić od alergiii właśnie a nie od koronawirusa!, a to oznacza nie tę samą tragedię, ale INNE dane statystyczne odnośnie zachorowań na koronawirusa.

Autoportret 2017, fot. RK

Welon bez zgody, fot. RK

6 kwietnia 2020 r., poniedziałek w Wielkim Tygodniu

Autoportret w Wielki Poniedziałek 2020, fot. RK

Zdrowaś Mario...: (zachęta do pomodlenia się tą modlitwą przed przeczytaniem tego akapitu): Jak jawnie, to jawnie: zachęcam do uwierzenia mi, że robiłam co tylko mogłam, żeby nic nie dać na głowę w związku z uratowanym w stanie kobiet konsekrowanych moim powołaniem kontemplacyjnym, ponieważ choć to było niezbędne, Kościół zażyczył sobie inaczej, więc wybrałam posłuszeństwo, ale dziś już niestety przestałam nawet dobrze czytać, a do tego przestałam pamiętać o podlewaniu rzeżuchy, więc mi zwiędła, a muszę załatwiać bieżące sprawy związane z moją firmą oraz urzędowe, i jeść jakiekolwiek świeże zioła, bo warzyw chwilowo nie mam skąd wziąć. Wzięłam więc resztę lnu z mojej nowej sukienki i jednak zrobiłam jakiekolwiek nakrycie na moją głowę, czyli znów przynajmniej czytam. Tak, to była dobra decyzja, żeby mi nie pozwolić nałożyć czegoś na głowę, ponieważ coś się przez ten koszmarnie trudny czas jeszcze wyjaśniło, ale to już muszę przedstawić w nowym liście, w bardziej sprzyjających okolicznościach. To, co mam teraz na głowie, można nazwać tylko jako 'cokolwiek'. Z odkrytą głową mają chodzić, tak jak napisałam w książce i we wcześniejszych listach: uratowane w stanie kobiet konsekrowanych powołania kontemplacyjno-czynne, a nie uratowane powołanie kontemplacyjne. Co jest w tym 'cokolwiek' dobrze? Zasłonięta szyja, len ten sam co sukienka (równo przed pierwszym praniem), moja lepiej wyglądająca twarz, już teraz (po ok. 1 godzinie w 'cokolwiek' na głowie) wyraźnie mniej mam duchowych walk, odrobinę opatulona głowa sprawia lepsze dokrwienie mózgu, więc powinnam mieć mniejsze kłopoty z pamięcią lub lżejszą jej rehabilitację po nowym stresie, tym razem z powodu koronawirusa. Co jest źle? Brakuje obrębienia, wymiary i forma, brakuje bawełnianej bieli widocznej na czole, pod welon (pod 'cokolwiek' na głowę) mam teraz za długie włosy (powinny być do ramion), a więcej nie umiem teraz rozeznać. 'Wytrzymałam' (czułam się wyraźnie lepiej) w 'cokolwiek' ok. 5 godzin.

Dodatkowo:

Ta moja myśl pojawiła się już wcześniej, może kilka tygodni temu, ale dziś mi się przypomniała, więc chciałabym ją zapisać: Gdyby się to okazało czynem ratującym dla powołań do nowych form życia konsekrowanego, które zaproponowałam, chciałabym prosić o wyjątki co do wieku ze względu na domniemywane przeze mnie nie od dziś ukryte prześladowania za wiarę, które istotnie spowolniły i spowalniają na bieżąco czas mojego rozeznawania tych nowych form oraz ze względu na skutki dla psychik naszych nieoczekiwanej pandemii koronawirusa, które można uznać za na pewno zagojone po dwóch latach od czasu, kiedy wirus zostanie pokonany, o co błagam Matkę Bożą Łaskawą. Myślę o dodatkowych dwóch latach przez 10 najbliższych lat na rozpoczęcie próby. To by oznaczało, że przykładowo w stanie kobiet konsekrowanych w uzasadnionych przypadkach można by się zgodzić na przyjęcie na próbę kobiety, która ma 57 lat, a nie jak proponuję do uznania bez wyjątków: 55 lat. To by była pewnie dobra wiadomość, ale mam też wiadomość, która co prawda nie jest zła, jednak trzeba ją uznać za trudną: w 2-gim roku mojego testowego w stanie kobiet konsekrowanych junioratu uważam, że w stanie kobiet konsekrowanych mogą się zdarzyć ciężkie walki duchowe, które nie wynikają z własnej ciężkiej winy, ale dosłownie z wieku kobiety, czyli z ciężaru życiowych doświadczeń. Z tego powodu postaram się o zmianę w warunkach przyjęć na próbę: prywatny ślub czystości przed 40-tką i ani jednej prośby o zwolnienie do czasu przyjęcia na próbę w stanie kobiet konsekrowanych; to oznacza, że na dzień dzisiejszy już nie widzę możliwości, żeby ryzykować inne przyjęcia na próby w stanie kobiet konsekrowanych, czyli zmiana będzie w oświadczeniu (w jednym z dokumentów, które mają być wymagane do przyjęcia na próbę). nie chodzi o za silne wglądy, ale o podłe podejścia do walki duchowej, które mogą zagrażać nawet życiu, a na pewno zdrowiu, jeśli nie będzie takiego umocnienia duchowego z prywatnego ślubu czystości złożonego przynajmniej kilka lat wcześniej. Muszę powiedzieć, że teoretycznie nie da się tego rozstrzygnąć (choć kilka lat temu uważałam inaczej), ale doświadczenie autentycznie mówi na ten temat prawdę.

marzec 2020 r.

Autoportret dla moich duchowych Dzieci, fot. RK

O mnie można poczytać na kilku moich stronach. Najwięcej na stronie www.malarstwoity.pl w zakładce 'O mnie' oraz 'Kwalifikacje'. O sobie napisałam coś także na stronie www.gsl.malarstwoity.pl oraz www.malarstwoity.com, ale to są wszystko moje firmowe strony. Widzę tylko niewielką szansę, żeby nie pisać więcej 'o mnie'.